![]() |
Biuletyn Federacji Polonijnych Organizacji Medycznych |
| Nr 1/2002 (23) |
Marzec 2002 |
W aktualnym numerze
|
|
Fundusze Unii Europejskiej - Artykuł wstępny prezesa Federacji - J. Bodziony |
|
|
Akcje charytatywne - najnowsze informacje dotyczące ceł - J. Bodziony |
|
|
Zaproszenie do Baranowicz - Maria Syczewska |
|
|
Spotkanie PTL w Baranowiczach z SPL w Mińsku - Maria Syczewska |
|
|
Noworoczne spotkania na Grodzieńszczyznie - M. Hołownia i A. Szpakow |
|
|
Lomża - kursy komputerowe - Maria Hołownia |
|
|
Chicago - 52 Bal Lekarzy - Anne Szpindor |
|
|
Z serii poznajmy sie: Kuba Bodziony i Ewa Teslar |
|
|
Z cyklu widziane z boku – Był Bal - J.Zierski |
|
|
Lista PolMed - dyskusja o podwójnym patriotyzmie - M.Godel, Andzela Bogutska |
|
|
PAHA - sprawozdanie z naukowego posiedzenia w Waszyngtonie - Kris Murawski |
|
|
Z działalności dr Orawca- Szczepienia przeciw grypie - J. Skupień |
|
|
Problemy prywatyzacji służby zdrowia – B. Milek |
|
|
Mistrz - J.Zierski |

Nie wiem czy sobie przypominacie artykul wstępny sprzed roku pod tym
tytulem? (http://polmed.org/biuletyn/2001marzec.htm#A).
Otóż po kilku miesiącach ciężkiej pracy dzieki wysiłkom niżej podpisanego,
Ewy Teslar i Basi Lisowskiej-Grospierre udało się przygotować i wysłać
preproposal wniosku o dofinansowanie szkolenia lekarzy rodzinnych w ramach programu Unii
Europejskiej Leonardo da Vinci. Poniżej cytat z uzasadnienia wniosku:
“Our project will serve both to improve the
quality of and access to professional education in both medically and socially
important medical fields. Development and implementation of a system of
distance-learning within the project will allow family doctors to continue
professional education without the necessity of leaving their place of
residence, which is very important taking into account the nature of their
work, it will significantly increase their access to continuing vocational
training. The project has been constructed in such a way as to improve the
quality of teaching family medicine at all levels of education in this area by
improving the skills of trained persons as well as the tools used by them. In
addition, development of innovative teaching curricula (both for students and
trainers) will contribute to improving their skills and competences. Inclusion
of the course of medical informatics will provide trainees with an additional
competence and an access to continuing professional training as well. This will
contribute to a larger use of medical informatics. In addition, the creation of
conditions for international information exchange (international peer–review)
will be a new way of acquiring knowledge and skills for doctors.”
W złożeniu wniosku wzieła udział Federacja,
AMOPF, Polskie Stowarzyszenie Medyczne na Litwie, internetowy portal medyczny
Netklinika,
Klinika Chirurgii Uniwersytetu Saarlandzkiego, College National des Generalistes Eseignants,
Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, firma Zdrowie i Zarządzanie i Zakład
Medycyny Rodzinnej SlAM. Myślę, że szanse preproposal byłyby na pewno
większe, gdyby udało się zmobilizować kolegow z Londynu i Sztokholmu do uczestnictwa. Ale jeszcze nic straconego, może zechcą się
włączyć do następnej propozycji programowej, którą będziemy na pewno wkrótce
przygotowywali. Uczestnictwo Federacji jako strony umożliwi włączenie związków z
Białorusi, Ukrainy i Mołdawii. Myslę, że własnie Federacja, jako organizacja
jednocząca europejskie zwiazki lekarzy polskich szczególnie nadaje sie do
koordynacji wniosków o fundusze Unii Europejskiej. Dlatego apel do wszystkich:
zglaszajcie swój udział i pomysły, sprawa jest warta zaangażowania.
Kuba Bodziony
![]()
Interesujące
dane dla akcji charytatywnych
Zwolnienie z cła towarów nabywanych przez jednostki ochrony zdrowia.
Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia z 11 stycznia 2002 roku, przekazane określonym szpitalom i innym jednostkom ochrony zdrowia lub nabyte przez nie towary są zwolnione z cła. Towary zwolnione sa z cła, jeśli wymienione w rozporządzeniu jednostki stosują procedury księgowe umożliwiające kontrolę wykorzystania tych wyrobów. Opublikowane w Dzienniku Ustaw nr 8 rozporządzenie weszło w życie 31 stycznia. Rozporządzenie obejmuje publiczne i niepubliczne ZOZ-y, szpitale, zakłady opiekuńczo-lecznicze, zakłady pielęgnacyjno-opiekuńcze, prewentoria, przychodnie, ośrodki zdrowia, poradnie, pogotowia ratunkowe, jednostki systemu ratownictwa medycznego, ośrodki i pracownie diagnostyczne, ośrodki jakości w diagnostyce, zakłady rehabilitacji leczniczej, pracownie protetyki stomatologicznej i ortodoncji, regionalne centra krwiodawstwa i krwiolecznictwa, regionalne centra onkologiczne, sanatoria, stacje sanitarno-epidemiologiczne oraz, wymienionych z nazwy, 21 medycznych instytutów badawczych bedących jednostkami badawczo-rozwojowymi
Kuba Bodziony


Witam
wszystkich serdecznie!
Chce zaprosic na odchody 10-lecia PTL w Baranowiczach w dniach 11-12 maja
2002.
PTL w Baranowiczach
zaczelo swoja dzialalnosc w 1992 roku jako Kolo Lekarzy
Polskich przy Spolecznym Stowarzyszeniu Klub Polski w
Baranowiczach. Na poczatku bylo nas osiem osob, teraz liczymy 32. Mamy piekny
Dom Polski, a w nim gabinet lekarski ( jeszcze jest wykorzystowany jako pokoj
goscinny). Bylo bym nam bardzo milo widziec Panstwa na naszym jubileuszu.
Maria
Syczewska.
Spotkanie Polskiego Towarzystwa Lekarskiego w
Baranowiczach ze Stowarzyszeniem Polskich Lekarzy w Minsku
24 listopada 2001roku 13 osobowa
grupa lekarzy PTL w Baranowiczach spotkala sie z kolegami z Stowarzyszenia
Polskich Lekarzy w Minsku (SPL). Polski Klub
Lekarski w Minsku istnieje juz od 1992 roku. Wiosna tego roku Klub
Lekarzy byl poszerzony o nowych czlonkow, przeksztalcil sie w Stowarzyszenie
Polskich Lekarzy w Minsku ( nie wiem dlaczego, ale naleza do Stowarzyszenia
rowniez pielegniarki). Bylo to pierwsze spotkanie nowego Stowarzyszenia z
kolegami w kraju, z PTL w Baranowiczach (PTLwB), najblizej polozonej polonijnej
placowki lekarskiej. Spotkanie przebiegalo w cieplej i przyjaznej atmosferze.
Plan spotkania przewidywal wizyte u znanej bialoruskiej malarki T. Bogdanowej,
ogladanie spektaklu w Teatrze Komedii Muzycznej, lecz glownym punktem bylo
posiedzenie delegacji PTLwB z minskimi kolegami w Domu Polskim. W czasie
posiedzenia mowiono o ruchu polonijnym wsrod lekarzy i perspektywach na
przyszlosc. Doswiadczeniem z dzialalnosci podzielilo sie nasze PTLwB. SPL
przedstawil wice- prezes Aleksander Astapow ( od niedawna zostal wybrany
prezesem SPL). W czesci oficjalnej, w trakcie okolicznosciowego przyjecia,
kontynuowano wzajemne kontakty w cieplej niewymuszonej atmosferze. Bylo
to satysfakcjonujace spotkanie. Roztalismy sie z przekonaniem, ze utrwalanie
i rozwijanie stalych kontaktow w srodowisku lekarskim jest konieczne, poniewaz
jest to wazna czesc ogolnego planu odradzania polskosci na tych terenach.
Adres SPL w Minsku: e-mail: stowpm2001@tut.by
Maria Syczewska.
![]()
NOWOROCZNE SPOTKANIA LEKARZY NA
GRODZIEŃSZCZYŹNIE
Od 5 lat tradycją staly się spotkania członków Polskiego Towarzystwa Lekarskiego na Grodzieńszczyźnie na zabawie karnawałowej. W tym roku ponad 50 osób zebrało się 19 stycznia w restauracji „Niemen” w Grodnie. Wśród zaproszonych gości wiceprezydent miasta Siedlce Jacek Myszkowski, dyrektor Siedleckiego Oddziału Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” Jacek Grabiński, wójt gminy Siedlce Mirosław Bieniek, po. Konsula Generalnego RP w Grodnie Renisław Walter z małżonką, Prezes Związku Polaków na Białorusi dr Tadeusz Kruczkowski. Siedlecki Oddział „Wspólnoty Polskiej” jest głównym organizatorem staży dla lekarzy z Grodzienszczyzny od kilku lat. Składając życzenia Noworoczne nasi sponsorzy zapełnili, że nadal będą pomagać rodakom z Kresów i jako potwierdzenie swoich słów wręczyli na ręce Prezesa PTLG dr Kazimierza Jodkowskiego nowoczesny komputer dla Towarzystwa. Prezes dziękując przyjaciołom z Siedlec za wspieranie działalności naszego Towarzystwa, wyraził nadzieje na dalszą współpracę lekarzy z Grodzienszczyzny z kolegami z Polski. Spotkanie Karnawałowe stało się wspaniałą okazją aby się nawzajem przypomnieć, poznać i przede wszystkim zabawić. Nie zabrakło miejsca i na tradycyjne polskie piosenki w wykonaniu przyjaciół z Grodna i Siedlec. Całe spotkanie przebiegło wesoło i szampańsko!
A. Szpakow

W grudniu 2001r. Przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Lekarskiego na Grodzieńszczyźnie brali udział w kursie szkolenia komputerowego, który odbywał się w Centrum Szkolenia Praktycznego w Łomży. Organizatorem tego kursu był Oddział Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” w Łomży. W ciągu tygodnia poznaliśmy podstawy komputera, korzystaliśmy z Internetu. Zajęcia świetnie prowadził Piotr Kodzis. Choć zajęcia wypełniały większość dnia, jednak w programie mieliśmy zwiedzanie Wojewódzkiego Szpitala w Łomży. Odbyliśmy interesującą rozmowę z dyrektorem szpitala i mogliśmy zapoznać się z najnowszą generacją sprzętu diagnostycznego. Tradycją już stały się spotkania w Domu Polonii. Nasza grupa była serdecznie przyjęta przez działaczy Oddziału w Łomży na czele z dyrektorem Biura Zarządu Oddziału. Mieliśmy możliwość zapoznania się z działalnością oddziału, jak również zwiedzania miasta i jego zabytków. W ostatnim dniu kursu wszyscy uczestniczy otrzymali certyfikaty.
W imieniu uczestników kursu pragnę podziękować Oddziałowi Stowarzyszenia
„Wspólnota Polska” w Łomży, Centrum Kształcenia Praktycznego w Łomży na czele z
dyrektorem Dariuszem Grzelakiem, kierownikowi kursu Piotrowi Kodzisowi oraz tym
wszystkim, którzy przyczynili się do zorganizowania kursu i naszego pobytu w tak
wspaniałych warunkach.
Chicago
52 Bal Lekarzy zakonczyl sie wielkim sukcesem
Kilkaset osob uczestniczylo w 52 dorocznym Balu Lekarzy, ktory odbyl sie 26
stycznia 2002 w centrum Chicago. Przygotowania do Balu byly koordynowane przez
Komitet Organizacyjny, ktoremu przewodniczyla Dr.Anna Szpindor, zarazem
obecny Prezes Zwiazku Lekarzy Polskich w Chicago. Dochod z tegorocznego
Balu bedzie przeznaczony na fundusz akademicki ZLP w Chicago oraz na cele
Zrzeszenia Polsko-Amerykanskiego ( Polish American Association).
Na sukces tegorocznego Balu zlozyla sie wytrwala praca Komitetu
Organizacyjnego, szlachetne cele charytatywne, dobry – zbalansowany program
artystyczny: orkiestra, zespol taneczny WICI, profesjonalna para taneczna
panstwa Rybczynskich, swietna lokalizacja balu w centrum Chicago
- w renomowanym Palmer House, wykwintna kuchnia, a nade wszystko znakomici goscie, jak rowniez cieplo i sprawnie prowadzony Bal przez Dr.
Dorote Anasinska oraz Mirka Sochanskiego,
mistrzow ceremoni.
Na 52. Balu Lekarzy zagoscilo wielu znakomitych gosci reprezentujacych rozne
organizacje medyczne, spoleczne, lokalne, stanowe i federalne. Rzad RP
reprezentowal Konsul Generalny Franciszek Adamczyk wraz z Malzonka, oraz Konsul
Mariusz Brymora z Malzonka.
Amerykanskie srodowisko
medyczne reprezentowali Dr. Edmund Donoghue and Mrs. Judy Donoghue, President,
Chicago Medical Society: Dr. Richard Geline and Mrs. Patricia Geline,
President-Elect Chicago Medical Society oraz Mr. James Tarrant and Mrs. Marilyn
Tarran, Executive Director of Chicago Medical Society.
Wladze stanowe
reprezentowali: John Farrell, szef wydzialu kryminalnego w biurze prokuratora
stanowego Jima Ryana wraz ze swoja malzonka, Mrs. Louis Farrell
oraz przedstawiciel wicegubernatora stanu Illinois - Corinne Wood.
Obecni byli przedstawiciele wielu organizacji polonijnych a wsrod nich: Mr.
Frank Spula, Sekretarz Zwiazku Narodowego Polskiego, mecenas Krzysztof
Kurczaba, Prezydent Kongresu Polonii Amerykanskiej w Illinois, dyrektor
polskich linii lotniczych LOT na srodkowym zachodzie – Tomasz Romaniuk wraz z
Malzonka, Karen Popowski, dyrektor wykonawczy Zrzeszenia
Polsko-Amerykanskiego, Dr. Walter Cebulski - honorowy gosc wraz z malzonka
Anna, Stanislaw Skoczen z malzonka Grazyna, obecny prezes Polsko-Amerykanskiej
Izby Gospodarczej. W trakcie Balu dolaczyl takze kongresmen Rod Blagojevic,
przedstawiciel amerykanskiego Kongresu, aby zlozyc zyczenia uczestnikom Balu i
zegnajac sie slowami: "Ja kocham
Polske. Do widzenia. Wszystkiego najlepszego". Jest on obecnie takze kandydatem na urzad gubernatora stanowego w obecnych
wyborach.
W czasie godziny koktajlowej Nancy Kaszak rozmawiala z goscmi. Dr. Anna
Szpindor-Watson zaprezentowala w swoim przemowieniu w czasie Balu aktualna
sytuacje Zwiazku Lekarzy Polskich w Chicago (Polish-American Medical Society),
ktory obchodzi w tym roku 56. rocznice istnienia. Powiedziala: "Mamy
obecnie zrzeszonych w ZLP okolo 450 lekarzy roznych specjalnosci . Nasza
dynamiczna i wszechstronna dzialalnosc obejmuje spotkania naukowe, imprezy
towarzysko-rodzinne, uczestniczymy takze w wielu akcjach charytatywnych
Polonii. Wystarczy przejrzec kalendarz roznych akcji w roku 2002, ktore
sa zawarte w ksiazce z Balu,
abyscie mieli rozeznanie jak wiele bylismy w stanie osiagnac. Dzisiejszy
wieczor jest rezultatem pracy setek ochotnikow, ktorzy przyczynili sie do
dzisiejszego sukcesu. Kazdy ma jakis udzial w tym sukcesie. Dziekuje za
wasze zainteresowanie i poparcie. Jako obecny prezes naszego zwiazku
jestem wdzieczna wszystkim naszym czlonkom, biznesom, kompaniom
farmaceutycznym, naszym stalym sponsorom za wasz wklad i ciagle poparcie".
Zwiazek Lekarzy
Polskich przeznacza tysiace dolarow kazdego roku na wytypowane przez Zarzad
cele. Dr. Szpindor koordynowala we roku 2001 Sympozjum: pt. "Obecne trendy w roznych
specjalizacjach/Current trends in subspecialties ". Byla to pierwsza
tego rodzaju w historii
Zwiazku impreza, zorganizowana w Chicago dla i przez polskich lekarzy.
Interesujace prezentacje przedstawiali rozni specjalisci nalezacy do
Zwiazku: Dorota Anasinska, DDS, Christopher Kubik, MD, Ferdynanda Leya, MD,
Przemyslawa £astowiecki, MD, Ewa Radwanska, MD, Marek Rudnicki, MD, Anna
Szpindor, MD, Grzegorza Turowski, MD, Bozena Witek, MD i Ewelina Worwag, MD.
Nagrody i Wyroznienia Zwiazku Lekarzy Polskich w Chicago: Specjalne
wyroznienie dla Goscia Honorowego - Dr. Waltera Cebulskiego, ktory byl
prezesesem Zwiazku Lekarzy Polskich w Chicago przez 15. lat. "Dzieki tobie
wielu z nas praktykuje dzisiaj medycyne. Jestes dla nas wielka inspiracja,
przykladem do nasladowania. „Zarowno ty jak i twoja zona jestescie szczegolna
para, ktora znana jest z wielkiej szczodrosci, zrozumienia i milosci za ktore
jestesmy wam bardzo wdzieczni" - powiedzala Dr. Anasinska tuz przed
wreczeniem wyroznienia dla Dr. Cebulskiego przez aktualnego prezesa,
Dr. Anne Szpindor. Dr. Cebulski ma obecnie 88 lat i jest w doskonalej kondycji
fizycznej. Dr. Cybulski ma ogromny wklad w umieszczeniu pomnika Mikola
Kopernika w centrum Chicago, tuz obok Planetarium. "Bez zaangazowania
Zwiazku Lekarzy Polskich nie doszloby do ufundowania pomnika" - podkreslil
Dr. Cebulski.
Inne wyroznienia otrzymali: Dr. Marek Gawrysz za jego zaangazowanie i
poswiecenie jako prezesa Zwiazek Lekarzy Polskich w latach 1997-2001. Wspolne
wyroznienie otrzymali Dr. Marek Gawrysz
wraz z zona Magda za 10. letnie zaangazowanie w prowadzeniu Balow Lekarzy w
Chicago. Dr. Krzysztof Kubik otrzymal wyroznienie za jego zaangazowanie i
innowacyjne rozwiazania w prowadzeniu skarbowosci ZLP przez 4 lata.
Dr. Ewa Buch i jej maz Roman zostali wyroznieni za przygotowanie wielu piknikow
dla ZLP. Specjalne puchary otrzymali Dr. Bronislaw Orawiec i Halina Aniol,
najlepsi sportowcy wsrod medykow w roku 2001.
Wybrane opinie uczestnikow na temat 52. Balu Lekarzy w Chicago zebrane przez A.
Mikolajczyka: (dluzsze wywiady ukaza sie wkrotce z niektorymi uczestnikami):
Dr. Walter Cybulski [ Pytanie: Co Pan mysli o 52 Balu? Na ile ten 52 Bal
rozni sie od poprzednich?] "Wtedy bylo troszeczke inaczej. Orkiestra byla
inna, grali owczesne przeboje... Mielismy takiego wirtuoza, ktory gral na
akordeonie przy kazdym stole. Charakter byl bardzo podobny. Dzisiaj Bal
kosztuje prawie $ 200 a mysmy robii bale za $ 35. Ale to bylo 25 lat temu.
Wtedy $35 bylo prawdopodobnie warte tyle samo ile dzisiaj $ 200".
Konsul Mariusz Brymora, Konsulat RP w Chicago: "Mysle, ze tak samo
dobry jak wszystkie poprzednie. Jest to jeden z najlepszych bali jakie Polonia
ma w Chicago. Duza klasa. Bardzo fajni ludzie, zawsze znakomita orkiestra. A
poza tym postrzegam ten Bal jako spotkanie towarzyskie jak i spotkanie
zawodowe. Lekarze, ktorzy dzialaja w srodowisku polonijnym maja raz do roku
swoje swieto. Bardzo udane".
Dr. Edmund Donoghue "Nazywam sie Ed Donoghue, jestem
prezydentem Chicago Medical Society. Cieszymy sie z zaproszenia i mozliwosci
przebywania na Balu. Uwazamy, ze jest to swietne przyjecie. Podziwiamy energie,
rozmach nowego prezesa ZLP. Uwazam, ze nadszedl czas zebysmy wszyscy
wspolpracowali z soba, abysmy potrafili przemowic jednym glosem i byc w stanie
zrealizowac wspolne cele".
John Farell, Dyrektor Wydzialu Kryminalnego w biurze preokuratora
stanowego Jima Ryana: " Jest dla mnie przywilejem przebywanie tutaj".
Dr. Marek
Gawrysz, poprzedni Prezes
ZLP w Chicago: "Czujemy sie bardzo dobrze, czujemy sie jak wyroznieni
goscie. Organizacja wyglada wspaniale. Tych, ktorych tutaj nie ma niech zaluja. Przyjemnie jest byc gosciem zamiast organizatorem. Niespodzianka dla
nas bylo wreczenie nam wyroznien. Dziekujemy bardzo".
Mec. Krzysztof Kurczaba, Prezydent Kongresu Polonii Amerykanskiej w
Illinois, "Ten Bal jest jak zawsze bardzo udany. Chodzi o to, aby Polacy
poznawali ludzi z innych srodowisk, poznawali inne srodowiska. Tutaj przychodzi
wielu politykow. Tutaj widzielismy kandydata na gubernatora stanu Illinois -
Kongresmena Blagojevica, przedstawiciela zastepcy obecnego gubernatora Stanu -
Corinne Wood, przedstawicieli biura prokuratora stanowego Jima Ryana. Wazne
jest, zeby spotykali sie wplywowi przedstawiciele Polonii i aby dobrze spedzili
czas takze, porozmawiac na wazne tematy dotyczace czy to biznesu czy tez dzialalnosci
charytatywnej".
Dr. Krzysztof Kubik, poprzedni Skarbnik ZLP: " Pomimo iz nie jestem
obecnie w zarzadzie Zwiazku Lekarzy Polskich w Chicago, tym niemniej jestem
calym sercem z obecnym zarzadem i bardzo popieram ich dzialalnosc przy
organizacji Balu. Nasze Bale sa obecnie juz tradycja i to juz od 55 lat. Jest to taki jakis glowny punkt naszej
dzialalnosci i, co tu tutaj duzo mowic, jest to okazja do zarobienia pieniedzy,
ktore zreszta sluza celom charytatywnym, wybranym kazdego roku przez Zarzad. Te
nasze bale sa bardzo popularne i dystyngowane.
Jest zawsze bardzo dobre towarzystwo, bardzo eleganckie. Sa oficjalni goscie,
najczesciej ze strony polskiej jak i ze strony wladz amerykanskich. Jest to
piekna zabawa. Zawsze czekamy z niecierpliwoscia aby uczestniczyc w tym
balu".
Dr Kuba Bodziony
Na
liście dyskusyjnej PolMed powstała propozycja wprowadzenia w biuletynie cyklu
krótkich informacji biograficznych z uwzględnieniem indywidualnych dróg
emigracyjnych. Pochopnie postanowiłem dać dobry przykład, no i teraz powstało
pytanie od czego zacząć. A moze ab ovo ?. A więc
podobno już jako małe dziecko byłem niespokojnym duchem i prowadziłem ryzykowny
tryb życia. W wieku lat pięciu spacerowalem po parapecie okna na trzecim
piętrze, zachowujac równowagę ciała i ducha. Nie można tego powiedzieć o mojej
mamie, która zauważyła te wyczyny wracajac z krótkiej wyprawy
do
sklepu. Takich wydarzeń było potem więcej, np. pierwsze próby emigracji podjąłem
w wieku lat 12 :-). Mimo wszystko udało mi sie zakończyć edukację medyczną
na Sląskiej Akademii Medycznej w Katowicach w
prawidłowym terminie i nawet z całkiem zadowalającym wynikiem. W
trakcie tej edukacji złapałem bakcyla naukowego, i juz na szóstym roku miałem
swoją własna pracownię gdzie przeprowadzałem między innymi eksperymenty w
takiej egzotycznej dziedzinie jak oddychanie mitochondriów czy kancerogeneza in
vitro. Z tego ostatniego tematu wydoktoryzowałem się też relatywnie szybko, bo
po dwóch latach od zakończenia studiów. Nie zapominałem o normalnej drodze
lekarskiej i równolegle do pasji naukowej kontynuowałem specjalizację
chirurgiczną. Oczywiście powstanie Solidarności było znakomitą pożywką dla mojej
natury. Szybko zostałem aktywistą uczelnianym, co zaowocowało między innymi
wybraniem mnie, jako przedstawiciela tzw. pomocniczych pracowników nauki do
senatu. Przedstawicielem drugiego wydziału został Grzegorz Opala, no i
ramię w ramię walczyliśmy z partyjnym betonem, z którego wtedy składał się senat
uczelniany. Pamiętam, że mieliśmy dużo radości z naszych, może z dzisiejszej
perspektywy trochę raczej retorycznych zwycięstw. Wtedy jednak sprawiało to
wrażenie rewolucji kulturalnej. Stan wojenny trochę nas przyhamował. W
pierwszych dniach przyszło do mnie dwóch w czarne skóry odzianych panów i
wręczyło powołanie na komisję oceniającą zdolność do służby wojskowej. Na
szczęście solidarność kolegów była na tyle duża, że nie pojechałem w Bieszczady
na dwa lata. Panów to trochę wkurzyło i po ponownym wezwaniu zostałem
poinformowany o typowej w tamtych latach szykanie - zakazie wyjazdów za granicę.
Było to tym bardziej bolesne, że właśnie dostałem stypendium Fundacji Fundacji
Kościuszkowej na wyjazd do profesora Chicka w USA. Był on wtedy wiodącą sylwetką
w badaniach bio-sztucznej trzustki (bioartificial pancreas) którymi się wtedy
pasjonowałem. Chcąc nie chcąc zabrałem się sam za te badania, co w końcu
zaowocowało habilitacją chirurgiczną i przyznaniem prestiżowego stypendium
Fundacji Humboldta. Tym razem w ramach odwilży puszczono mnie i wyjechałem
do Kliniki Chirurgicznej w Erlangen (Niemcy) na dwa lata. Po stypendium oferta
pracy - nie odmówiłem i tak zostałem emigrantem. Po roku pracy w Erlangen
odpowiedziałem na ogłoszenie Kliniki Chirurgicznej Uniwersytetu Saarlandzkiego -
szukano chirurga zajmującego się problematyką przeszczepiania wysp Langerhansa.
W tejże klinice w roku 1993 przeszczepiłem izolowane wysepki Langerhansa u
człowieka. Byłem jednym z pierwszych chirugów w Niemczech dokonujących tej
operacji. Mój przeszczep funkcjonował dwa miesiące, co mieściło sie w średniej
światowej. Po krótkim okresie prosperity w badaniach naukowych rozpoczął się
kryzys ich finansowania, obcięto i mnie fundusze. Przy koszcie jednego
transplantatu w granicach ok. 50 000 dolarów dalsze przeszczepy nie były
możliwe. Wtedy też przerzuciłem się na moją drugą pasję, rozpoczynający się w
tym czasie internet. Pozostałem mu wierny do dzisiaj i aktualnie jestem
współzałożycielem i konsultantem szeregu medycznych portali internetowych. Swoję
działalność społeczną kontynuję w różnych dziedzinach. W tym gronie nie piszę o
mojej pracy dla polonii i polonii medycznej, myślę że jest ona zauważalna
:-). Sympatia do związków zawodowych dalej u mnie pozostała. Jestem aktywnym
działaczem niemieckiego związku zawodowego lekarzy zatrudnionych w szpitalach
(Marburger Bund), jedynym przedstawicielem lekarzy w w radzie zakładowej
(Personalrat) ośrodka klinicznego zatrudniającego ok 4000 pracowników, w tym 600
lekarzy, oraz delegatem do saarlandzkiej izby lekarskiej (Aerztekammer).
Wszystko to obok rutynowej pracy chirurgicznej, nic dziwnego że doba jest ciągle
dla mnie za krótka :-)
Kuba Bodziony
Pare slow o sobie ?
Pare waznych momentow w moim zyciu: to przyjazd do Paryza jako 10-o letnie
dziecko, upadek muru w Berlinie i spotkania ze starym lekarzem, ktory byl
takze filozofem, esteta i humanista. Miejsca, ktore oczarowaly mnie
absolutnie to: widok z Fiesole na Florencje, widok na Golden Gate Bridge,
medytacja w Millet i zwiedzanie Angkor Vat.
Jako dziecko chcialam byc astronauta,
pozniej architektem, no a zostalam w koncu lekarzem i psychoanalitykiem. Lekarzem, bo to jest jednak pasjonujace co sie dzieje
w naszych cialach!
A psychoanalitykiem, bo to tez jest niezmiernie pasjonujace, co sie dzieje w naszych duszach!
Ale tez dlatego,
ze mysle, ze ci ktorzy zostali przemieszczeni z wlasnej, czy naturalnie nie
wlasnej woli powinni miec moment w zyciu na przemyslenie tego faktu.
W Warszawie, przed wyjazdem do Francji, chodzilam przez cztery lata do gim.
Zamoyskiego. Mur na boisku snil mi sie latami.W Paryzu uczeszczalam do 1968
roku do gim. dla panien Camille See, co tydzien zmienialysmy fartuchy, rozowe i
niebieskie i nie mozna bylo sie naturalnie pomylic. Na szczescie przed matura
rodzice przeniesli mnie do gim Janson de Sailly, koedukacyjne, gdzie bylo
wtedy 12 rownoleglych klas! Wszystko gralo jak w fabryce.
Z medycyna nie bylo specjalnych trudnosci oprocz dlugosci studiow: 10
lat na jednym z fakultetow medycyny
Paryskiej: Paris V: Necker Enfants Malades. 10 lat tzn. 7 normalnych lat studiow
i 3 lata „specjalizacja” wtedy, 20 lat temu Medycyna Rodzinna byla nowoscia we
Francji:
W 1981 roku, taki byl zbieg okolicznosci, ze w tym samym momencie pisalam
doktorat, otworzylam wlasny gabinet plus wydarzenia grudniowe w Polsce
zadecydowaly o mojej przyszlej dzialalnosci, przychodnia polska w Paryzu,
potem stowarzyszenie AMOPF, potem Federacja. Zaangazowanie ktore wciaz trwa.
Oprocz zaangazowania spolecznego, naturalnie dobrze jest znalesc rownowage i
czas na zycie prywatne towarzyskie, kulturalne, ktore strasznie moze byc bogate
w Paryzu, ale nie zawsze to latwo przychodzi.
Specjalnie, ze lata leca i okolo 50-tki to dobry moment zeby przekazywac
mlodszym generacjom to, co sie samemu otrzymalo. Aktualnie bardzo intensywnie
zajmuje sie ksztalceniem studentow
medycyny rodzinnej na Uniwersytecie Broussais Hotel Dieu, a takze we wlasnym
gabinecie, szkoleniem studentow – formy stosunku lekarza do pacjenta.
Na szczescie gabinet, w ktorym pracujemy we dwoje z kolega, jest usytuowany
o 100 m od Centre Pompidou gdzie bez przerwy „cos sie dzieje” i mozna odetchnac
na pare chwil od rzeczywistosci od 10 am do 10 pm, oprocz wtorku...
Ewa Teslar
Prezes AMOPF- Sekretarz
Federacji.
PS. Od redakcji:
na zdjeciu Ewa Teslar z Ambasadorem Polskim w Paryzu Janem
Tombinskim.
Sezon balowy w tym roku, jak wszyscy mogli
zauwazyc, byl krotki i wobec tego
zageszczenie bali duze. Polonia lekarska ma w balach duze tradycje np. od lat
znany Bal Lekarzy w Chicago, jak z docierajacych do Europy doniesien wynika,
organizowany z wielkim zaangazowaniem miedzy innymi przez wiele Pan i bedacy wydarzeniem sezonu, Bal Lekarzy w Düsseldorfie - czyli najwiekszy
bal lekarski na starym kontynencie,
pracowicie od lat organizowny przez niezmordowanego Dr Kosteckiego, zrecznie
laczacy sie (bal a nie doktor) z mozliwoscia zwiedzenia Targow Medycznych i
hucznie uczeszczany. Sa to bale z wieloletnia tradycja, zarabiajace na siebie
i przynoszace dochod, bale masowe na setki osob. Ale sa tez bale mniejsze,
bardziej osobiste jak np. Bal AMOPF `u w Paryzu - mniej osob, jedzonko znakomite,
nastroj intymny, psychoanaliza na miejscu. W tym roku jak donosza byl ten bal skuteczna terapia na depresyjny
nastroj, pozbawionych przez wieksza czesc roku slonca, osiadlych w
Skandynawii polonusow lekarskich.
Sa to bale w tzw. sosie wlasnym. Przychodzi sie w towarzystwie znajomych
osob, wszyscy sie znaja jak lyse konie i poplotkowac oraz narzekac na
interesy i ciezkie zycie mozna w gronie
przytakujacych znajomych. Sa jednakze bale,
tzw. w sosie obcym, ktore w zasadzie tez nalezy odwiedzac w zaleznosci
od tego gdzie sie stoi na drabinie zawodowo-spoleczno- towarzyskiej - np.
Bal Klubu Golfowego albo Bal Koniarzy. Nieco nizej w spolecznej skali stoi Bal
Klubu Tenisowego, a jeszcze nizej bal szkoly muzycznej, do ktorej chodzi
corunia albo synek. W Berlinie jesli czlowiek chce sie pokazac to musi pojsc
na Bal Prasy, ktory zawsze odbywa sie z tzw. tematem. Przed kilkoma laty
tematem byla Warszawa, wtedy obecni
byli tez prezydenci obu miast - Swiecicki i nadburmistrz Diepgen. No i
co - nic im nie pomoglo. Obydwaj sa juz w politycznym niebycie. Ale na takim
balu mozna spotkac i potracic lokcem same najwazniejsze osoby . Na takie
bale pan doktor powinien chodzic z okolo 100ma wizytowkami w zanadrzu i
lokciem to tego, to tamtego, troszke winka rozlac na rekawek tego pana w
smokingu, chlapnac sosikiem na lewo i prawo i zaraz z czarujacym usmiechem baknac „Ach, najmocniej przepraszam,
serdecznie ubolewam, prosze uprzejmie o wybaczenie „ i zaraz wizytoweczke
wsunac: „Dr XY, adres, specjalista w ... , godziny przyjec: od.. do ..,
prywatnie - po uzgodnieniu terminu". W ten sposob zawsze sie krag
pacjentow rozszerza.
Ach, jak to bylo dobrze za czasow mlodosci, gdy najbardziej pozadanym balem
dla nas mlodzieniaszkow byly bale Szkoly Teatralnej i Filmowej albo Szkoly
Plastycznej. Dziewczyny byly tam sliczne. Czasem bylo leciutko
niebezpiecznie. Jeslli czlowiek za bardzo z jedna panienka tanczyl to mozna
bylo od zazdrosnych konkurentow dostac po balu po mordzie. Wizytowek nie
bylo potrzeba. Po berlinskim Balu Prasy nikt po mordzie nie da, nawet jesli sie
pania nadburmistrzowa caly wieczor obtancowywac bedzie. Stalym gosciem
berliskich bali jest znakomity
kardiochirurg profesor Hetzer (malzonka jego jest Polka). Podejrzewam, ze prof.
Hetzer tylko dla pozoru sie kreci, a w
zasadzie tylko patrzy, kto z prominentow po tangu lub slow-foxie ledwie dyszy,
zeby wiedziec na kogo ma czekac z najblizszym by-passem.
Strasznie sie czlowiek przez te bale nameczy zwlaszcza sie do tego doda
jeszcze te dwa razy w tygodniu po godzinie lekcji w szkole tanca, ( bo przeciez
trzeba sobie umiejetnosci odswiezyc!), bal karnawalowy dla uczniow szkoly
tanca, no i te ostatki, zapusty, czyli po niemiecku Fasching to znaczy ostatni
bal z przebieraniem i wyglupem najwiekszym. Juz nie ta kondycja.
Ach jak to bylo dobrze za czasow mlodosci.
Gdzie sie teraz bal zaczyna polonezem, a gdzie sie go konczy mazurem? Szukaj
takiego balu ze swieca w reku. Zona tylko wspomina jak to kiedys bywalo w
Radzie Adwokackiej w Lodzi. A kto teraz mazura umie ? - tylko dzieci z South Wales Lower Pipidowek
Polish National Dance Company, bo pielegnuja tance stron ojczystych. Na
„normalnym balu mazura nie uswiadczysz.
Co roku powstaje ten sam dylemat: Pojsc czy nie pojsc? Wypada sie w zasadzie pokazac, ale na ile
bali mozna chodzic? Co wiecej na ile bali mozna sobie pozwolic? Chwala Bogu w
tym roku w Berlinie pare odwolano, bo byly tak drogie, ze malo kto kupil karty
wstepu .Warszawa tez sie na Berlinie wzoruje. Czy trzeba na te wszystkie bale
chodzic? Z sentymentem przypominaja sie polskie prywatki i potancowki gdzie
sie przychodzilo z wlasna przez siebie ( albo przez mame) zrobiona salatka
jarzynowa lub ze sloiczkiem marynowanych grzybkow. Te wszystkie wielkie bale
sa przeciez bardzo podobne – z kilkoma orkiestrami, rykiem z glosnikow takim
ze nie mozna w ogole rozmawiac przerywanym od czasu do czasu „wystepami“
albo tanecznej pary „Bolero“,
albo predystigatora Oferma, tancem brzucha w wykonaniu trzech dziewczat z
zespolu „Umbilicus“ ( prosto z Istambulu ) i temu podobnymi atrakcjami. A
gdziez to porowanie z Balem Teatru Studenckiego Cytryna w roku 1963, kiedy to
jeden z tanczacych wpadl ( ze spodniami ) do wiadra z bigosem okolo godziny
22.00, zdrzemnal sie w tym wiadrze ze cztery godzinki, a my ten bigos ze
smakiem, okolo godziny 3.00 rano, z wiadra zjedli. Nie moglismy tylko zrozumiec dlaczego jeden z kolegow,
obecnie wybitny psychiatra ciagle sie skarzyl ze ma twarde spodnie na pupie. To
sie pamieta!
W jednym z ostatnich wydan „Polityki“ prof. Janusz Tazbir bardzo ciekawie
pisze o historii tanca swieckiego. Przecudne cytaty roznych swietych
pomstujacych na diabelski taniec. Tanczylo sie zawsze na przekor wykleciom i
potepieniom Kosciola i pozostalo przez wieki
utrwalona regula, ze kazdy nowy taniec zachwycajacy mloda albo mlodsza
generacje byl uwazany przez nieco starsza za skandal zgorszenie, okropienstwo,
sprosnosc i w ogole. Tak bylo kiedy zaczeto tanczyc menueta, a potem walca, a
potem tango, a potem charlestona, a potem be-bop, a potem twista, a potem itd. Itd. az do teraz. Taniec
towarzyski byl tez wciagniety w ideologie i w zimna wojne miedzy komunizmem i
kapitalizmem. Im bardziej na wschod tym bardziej klasowo wrogi byl ten
zdegenerowany kapitalistyczny taniec rock`n rolla, nawet foxtrot byl
ideologicznie podejrzany. W Niemczech nazisci zabraniali tez grania obcej
rasowo „murzynskiej“ muzyki. Z nieco pozniejszych czasow bo gdzies z lat 1954 –
1955 pamietam jakie oburzenie wyrazila rada nauczycielska gimnazjum i jak
doglebne bylo dochodzenie w sprawie prowodyrow klasowych, ktorzy osmielili sie
pobudzic meska klase Gimnazjum TPD do ryczenia przez okno szkoly na ulice „Hej
babaryba, hej babaryba“ .
Jak sie poszlo do“ Zegnaj Smutku“ w Sopocie ( a byl to namiot na skwerku przed Grand-Hotelem) to koszule
mozna bylo potem wyzymac. Bo chodzilo sie wtedy na tance jeszcze w kusej marynarce i z cienkim krawatem. Teraz sie koszul nie wyzyma bo w
dysko mozna tanczyc bez koszuli, a jak w spodniach goraco, to tez mozna zdjac i
nikt sie nie bedzie dziwil.
Ach jakie to byly twisty ! Czy kto pamieta „Lucije“ ? – Jak to bylo?: „Jak
kocham Lucije, a ona mnie nie„ – a potem juz zupelnie niezrozumiale slowa wyjasniajace
dlaczego ona mnie nie kocha. Twist byl po latach pierwszym tancem gdzie nie
dochodzilo do zadnego kontaktu fizycznego miedzy partnerami. Potem stalo sie to obowiazujacym stylem
niezaleznie od tego co sie tanczy. To indywidualne podrygiwanie i wygibas
obowiazuje do dzis. Przytulic nie ma sie do czego.
No tak – bal to troche cos innego. W Berlinie na bale Polonii przychodza co
roku na ogol te same osoby , chociaz zona mowi , ze towarzystwo tez juz nie to
co przed laty. Ci madrzejsi wyjechalli do Polski tam robic pieniadze, bo sie w
Berlinie nie oplaca. Mysle oczywiscie o przemyslowcach i biznesmenach, a nie o lekarzach bo w tym roku bal byl
wspolny – Stowarzyszenia Przemyslowcow i Kupcow Polskich w Berlinie i naszego
berlinskiego medycznego Towarzystwa. To znaczy odbylo sie tak jak bylo
umowione i jak sie nalezy - Berpol
zorganizowal, a my przyszlismy. Jest jedna rzecz, na ktora wszyscy uczestnicy
balu narzekaja i to od lat i od lat nic sie nie zmienia. Jest to ryk orkiestry
przez megafony tak potezny, ze jakakolwiek konwersacja staje sie przez 7/8
wieczoru niemozliwa. Przy stoliku siedzi sie wiec albo pochylonym do przodu nad talerzem albo
pochylonym do boku z dlonmi przy uszach
probujac uslyszec co mowi sasiad przekrzykujacy grajaca orkiestre.
Normalnie siedziec sie nie da. Rozwiazaniem jest wynajecie dwoch sal – jednej
do jedzenia i drugiej, mozliwie w odleglosci 50 m od pierwszej ( dlatego trzeba zawsze urzadzac bale w
duzych hotelach z wieloma salami ) do tanca. Prostsze jest jednakze
zredukowanie ryku o pare decybeli .
Na bale Polonii w Berlinie przychodzi tez obowiazkowo stala kadra – personel dyplomatyczny i konsularny, w
tym roku z panem Ambasadorem na czele. Sa tez co roku obecni panowie Momper
(SPD) ( aktualny przewodniczacy
parlamentu berlinskiego i Pieroth ( CDU), berlinscy politycy - jako przyjaciele Polski, juz prawie z zawodu,
obarczeni funkcjami nawiazywania, podtrzymywania i rozwijania wzajemnych
stosunkow i kontaktow.
Na ogol nie zostaja do konca, glownie z powodu grozacego pekniecia blon
bebenkowych.
A moze przychodza aby celowo nieco uposledzic sluch ? Dla politykow moze to
byc bardzo korzystne, jesli sie mozna w roznych sytuacjach powolac na to, iz
sie niedoslyszy. Tylko z partii lliberalnej ( FDP) i tzw.
postkomunistow ( PDS) nikogo waznego nie bylo. Jak nie to nie.! Nie glosowac na
nich !
Wystepy kuso odzianych panienek z kraju w ramach intermezzo, byly w tym roku – powiedzmy sobie na ucho - troche pod poziomem, konferansjerka tez nie za bardzo, bufet bez rewelacji ale zjadliwy, tombola jak zawsze, a najprzyjemniejsze byly mlode dwie dziewczyny
i chlopak sprzedajacy losy. Jak zawsze kupilem pare i jak zawsze nic nie
wygralem. Ale – na bale bede tak dlugo chodzic, az kiedys na tej tomboli
wygram. Orkiestra i bufet, politycy i znajomi, tance powolne i dzikie – wszystko to niewazne – ja chcialbym
tylko raz w zyciu wygrac na tej tomboli - jak nie wycieczke na Mauritius (
oczywiscie na dwie osoby) to przynajmniej te plastikowa saszetke z woda
kolonska dla panow ufundowana przez Perfumerie Douglas.
Czekam wiec z utesknieniem do przyszlego roku, aby znow pojsc na bal i
moze te saszetke wygrac. Moze byc tez
kufel cynowy z deklem - wszystko jedno. Pomimo uczestniczenia w tylu
balach, wydatkow zwiazanych z kupnem nowego smokinga ( nie wiadomo dlaczego smokingi maja dziwna tendencje do samoistnego kurczenia sie co pare
lat ) ciagle czekam na to szczescie wygrania na balowej tomboli i pewnie znowu
pojde na ten przyszloroczny bal z niezlomna nadzieja , ze ten bedzie najlepszy, najpiekniejszy, a ja bede
najbardziej wygrany. Ale w glebi duszy wiemy wszyscy – znowu bedzie to samo –
ci konferansjerzy, te kuso odziane panienki , ta glosna orkiestra i ten pusty
los na loterii .
Berlinczyk

Internetowa Lista dyskusyjna PolMed - Dyskusja o podwojnym patriotyzmie
polmed-subscribe@yahoogroups.com
|
J |
estem czlonkiem Listy Dyskusyjnej raczej biernym niz czynnym, odezwalem
sie chyba tylko dwa razy. Dla przypomnienia wiec: nazywam sie Michal Godel, jestem chirurgiem, mieszkam i
pracuje od 20 lat w Berlinie.
Sledzac dyskusje ostatnich miesiecy, zwlaszcza po 11 wrzesnia, o
cechach narodowych i zagadnieniach
pokrewnych stwierdzam, ze poza pojeciami
"podwojne obywatelstwo", "druga ojczyzna" i.t.p.
nalezaloby zastanowic sie nad pojeciem
"podwojny patriotyzm" czy moze "patriotyzm dodatkowy".
- Urodzony w Warszawie,
mieszkalem wiele lat na Slasku, gdzie o meczu
pilki noznej Polska - Niemcy mowiono, ze "nasi graja z
naszymi". Duzo w tym bylo zartu
ale pewnie i troche "podwojnego patriotyzmu" w zagmatwanych zakretasach slaskiej duszy.
- W naszej obecnej rozmowie o
cechach narodowych idzie jednak o cos
zupelnie innego. Oto dyskutuja ludzie w Polsce i z polskich
rodzicow urodzeni (pewnie nie wszyscy,
ale niech mi bedzie wolno uogolnic), o
cechach narodowych nacji, wsrod ktorych dane im jest zyc. W tonie wielu
z wypowiedzi slychac wyraznie patriotyczne zaangazowanie. Koledzy zyjacy w USA mowia o "naszym" prezydencie,
o "naszym" Cadillacu, o "naszej" Ameryce i o "waszym" BMW.
- Fala patriotyzmu, ktora po
tragedii 11 wrzesnia ogarnela Ameryke
jest zrozumiala i, jak sadze, potrzebna Amerykanom. Zastanawiam sie jednak, czy mieszkajac w Ameryce dalbym sie jej
poniesc. Pewnie zyjac tam latwiej jest Polakowi zostac amerykanskim
patriota niz analogicznie zachowac sie
Polakowi w Niemczech. Jedno i drugie ma powody historyczne, wiemy jakie. Ile jednak czasu musi minac i jakie warunki musza zostac spelnione, by Polak ze lzami w oczach
spiewal "God save the
King", "Einigkeit und Recht
und Freiheit" czy Marsylianke.
- W dniu, w ktorym Francois
Mitterand w 1981 roku zostal wybrany
prezydentem Francji mieszkalem juz od kilku miesiecy w Paryzu, na
rue d´Ulm, blisko Pantheonu, jako
stypendysta Instytutu Curie. Przez caly dzien i cala noc tam wlasnie
swietowali szczesliwi paryzanie
skandujac "on a gagne´",
wymachujac czerwonymi gozdzikami i spiewajac patriotyczne piesni. Niezapomniana noc, ktora spedzilem w wiwatujacym tlumie. Uwielbiam Francje, kocham
Paryz i podziwiam Francuzow, jednak z
nimi nie spiewalem. Moze dlatego, ze spiewali m.in. Miedzynarodowke, a ja swiezo wyjechalem z PRL-u.
- W dniu, w ktorym padl mur
mieszkalem w Berlinie Zachodnim juz od wielu
lat. Mialem dyzur. Moj szpital lezy w samym srodku Berlina niedaleko
Bramy Brandenburskiej. Operowalismy bez przerwy tych, ktorzy pijani
szczesciem i alkoholem wspinali sie na
mur, a nastepnie z niego spadali lamiac sobie
kosci. Nastroj byl niezwykly, wszyscy byli w euforii, zarowno pacjenci
jak i ci ktorzy ich leczyli. Ci ze
wschodu rzucali sie w ramiona tym z zachodu
i odwrotnie (teraz juz tego nie robia, ale to inna sprawa). Ja
szczerze cieszylem sie razem z nimi.
Patriotycznych, sciskajacych gardlo uniesien
jednak nie odczuwalem. Ta noc, a takze dni ktore po niej nastapily byly szalenstwem patriotyzmu. Namawiano, by
zapraszac tych ze wschodniego Berilna
do siebie, by sie poznac. Ja nie zaprosilem nikogo, bo nie takich zapraszajacych
oczekiwano. Byla to przeciez "ich" radosc. Moja tylko przy okazji.
- Nie bylo mnie w Kraju kiedy
Solidarnosc (z ktora bylem zwiazany)
ostatecznie pokonala komunizm. Sledzac wydazenia z daleka, poddawalem sie patriotycznej radosci
zupelnie tak, jakbym byl w Warszawie
czy w Krakowie. Minelo wiele
lat, uplywajacy czas upraszcza interpretacje zdarzen, wiem jednak,ze wtedy nie cieszylem sie radoscia innych, to
byla moja radosc.
- Rozmawialem o tym
wszystkim z przyjacielem, ktory
kilkanascie lat zyl w Kanadzie. Wyglada na to, ze tam poczucie
"podwojnego patriotyzmu", nawet
jezeli nie tak po imieniu nazywane, jest sprawa normalna i nikogo nie
dziwi. Pewnie podobnie jak w USA czy w Australii. Tam wszyscy, nie liczac zepchnietych na margines tubylcow, kiedys
skads przyjechali, sa wiec
immigrantami w pierwszym czy w piatym pokoleniu. W Europie przyjazdzamy do Niemcow, Francuzow, Anglikow
itd.
- Inaczej, moze jeszcze
zawilej, ma sie sprawa na Kresach. Tam mieszkajacy Polacy wcale z Polski nie wyjechali. To ojczyzna im spod nog uciekla na zachod. Z
wieloma z nich rozmawialem w kuluarach kongresu we Lwowie ( rozmowy kuluarowe
sa czesto ciekawsze od oficjalnych dyskusji ). Rozmowcy moi, to koledzy
urodzeni na Ukrainie, Bialorusi czy Litwie. Pamietam, jak Aleksander Pulyk, neurolog z Zakarpacia,
powiedzial mi: Jestem Polakiem
mieszkajacym na Ukrainie. Trudno by mi bylo stad wyjechac. Ukraina
jest pieknym krajem. Pare lat temu
zapraszal mnie Jurek Syczewski, chirurg z
Baryanowicz: "przyjedz, wykapiemy sie w Switezi, moi tesciowie
maja dom nad samym jeziorem". O Lukaszence nie wspominal. Adam
Mickielewicz, polski psychiatra z Litwy, opowiadal mi o pieknie Wilenszczyzny
tak, ze zaraz chcialem tam pojechac.
- W jezyku niemieckim sa dwa
rzeczowniki odpowiadajace polskiemu okresleniu "ojczyzna":
1. Vaterland - to kraj z ktorego
sie pochodzi, kraj ojcow - Polska, Wegry,
Mongolia itp.
2. Heimat - to rodzinne miasto,
wies, ulica, podworko, Wilenszczyzna, Slask,
Kujawy itp.
To pierwsze mamy wspolne. To drugie maja kresowiacy, zazdroszcze im. My,
emigranci na zachodzie, jestesmy tego pozbawieni. Czy moze dlatego tak szybko,
moze predzej niz inni, stajemy sie Kanadyjczykami, Australijczykami czy
Amerykaninami pelna geba? Czy to dobrze czy zle? Moze ktos zna odpowiedz na te pytania?
Jedna z wielu odpowiedzi na list Michala od Andzeli Bogutskiej z Moldawii, inne opublikujemy w nastepnych numerach biuletynu
Moge podac
przyklad mojej rodziny:
z Bogucic nasi przodkowie uciekli do Kamienca i mieszkali tam pod nadzorem
carskiej policji. Do Moldawii udal sie moj pradziadek Feliks Bogucki
ponad 100 lat temu. W tym roku wraca do Polski jego praprawnuk, moj syn Feliks
Bogucki!
100 lat temu w Moldawii byla jeszcze carska Rosja. Od 1918 -1940r. Moldawia
nalezala do krolewstwa Rumunskiego. Polacy mieli swoje szkoly, koscioly i
mowili po polsku. Byli szanowani w spoleczestwie moldawskim, poniewaz mieli
mozliwosc studiowac i roznili sie swoja kultura i tradycjami, o ktore dbali.
Wsrod starej Moldawskiej inteligecji czesto spotykano polskie nazwiska. Za czasow komunistyczne, kiedy wszystcy
bylismy "sowiecki narod" my swietowalismy Boze Narodzenie i
Wielkanoc "po-polsku". Moldawia jest krajem prawoslawnym, a my
dawalismy naszym dzieciom polskie imiona. Zakladalismy rodziny z nie
Polakami, dzieci nasze spiewaly polskie koledy swojemu polskiemu dziadkowi i rumunskie dziadkowi moldawskiemu. Polska jest dla nas i naszych dzieci
Ojczyzna, "kraj rodzinny matki mej", cudownym krajem, gdzie dzieci
wyjezdzaja na wakacje, mowia po polsku, studiuja i skad wracaja do domu. Dom
dla nich zawsze bedzie Moldawia, pomimo ze uboga, ze nie najlepiej im sie zylo
tutaj, ale to jest ich dom. Ja na
przyklad bardzo lubie wyjezdzac do Polski, czuje sie tam bardzo dobrze, ale tak
samo lubie wracac do domu. Czuje sie tutaj na swoim miejscu, mam duzo do
zrobienia, nigdy nie myslalam o wyjezdzie na stale do innego kraju. Dzieci chca
wyjechac, nie zabraniam im tego, mlodziez lekko sie przenosi i sie przyzwyczaja
na nowym miejscu. Ale wiem ze Polska
jak i Moldawia dla nich na zawsze zostana w sercu.
Pozdrawiam serdecznie
Andzela.

Posiedzenia
naukowe związku lekarzy polskich w Waszyngtonie.
Polish American Health Association (PAHA) zbiera się raz na miesiąc z
przerwami wakacyjnymi i świątecznymi. Posiedzenia odbywają sie w
budynku Konsulatu Polskiego w Waszyngtonie. Na zebranie składa się
referat na tematy naukowe, przerwa towarzyska na kawę i krótka część
organizacyjna. W bieżącym sezonie mieliśmy w listopadzie referat dr Zofii
Żukowskiej z Georgetown University pt. „New Risk Factors in Cardiovascular
Diseases”; w grudniu dr Andrew I. Dobranski wygłosił „Reflections on the 10th
Anniversary Meeting of the Polish
Physicians in Lvow: An Emotional Journey” i przedstawił kolekcję interesujących
zdjęć ze zjazdu we Lwowie. Na zebraniu lutowym wysłuchaliśmy referatu dr
Marii Tekli Toczek z National Institutes of Health pt. „Cortical Dysplasia in Epilepsy”. Ostatnie
zebranie, w marcu, było zorganizowane w formie sympozjum, którego moderatorem
był dr Lucas I. Kulczycki, a na które sładały się wystąpienia trzech lekarzy,
którzy ukończyli studia medyczne na angielskojęzycznym, czteroletnim wydziale
lekarskim w Poznaniu oraz na "zwykłym" sześcioletnim polskim wydziale lekarskim
w Krakowie. Koledzy ci dzielili się swoimi wrażeniami ze studiów oraz
doświadczeniem z ubiegania się o przyjęcie na rezydenturę szpitalną w Stanach Zjednoczonych. Sympozjum było zatytułowane „The Polish Medical
Doctor in the USA”. Występowali w nim: dr Ilona Sawicka Kalka, dr
Jarosław Kalka i dr Aleksander Skarżyński.Następne regularne zebrania odbędą się
w maju, wrześniu, październiku i listopadzie 2002 roku. Daty są z góry
ustalone. W kwietniu zebrania naukowego nie będzie, gdyż PAHA planuje na ten
miesiąc swój doroczny bal.

W
dniach 17 i 18 grudnia 2001 r. pod kierunkiem dr Bronislawa Orawca zostaly
przeprowadzone bezplatne szczepienia przeciw grypie dla Polonii w czterech
miejscach: w siedzibach Zrzeszenia Polsko-Amerykañskiego przy 3834 N. Cicero Ave. i
6276 W. Archer Ave. oraz w klinikach dr Orawca przy 5200 S. Archer Ave. i 5428
N. Milwaukee Ave. w Chicago.
Szczepienia byly sponsorowane przez Zrzeszenie Polsko-Amerykanskie oraz
viceprezesa Zwiazku Lekarzy Polskich i lekarza naczelnego ZPAP dr Orawca, który
prowadzil tez konsultacje zdrowotne. Wspólorganizatorami byli dr Barbara Konopka
oraz pani Halina Szarkowska z Zrzeszenia Polsko-Amerykanskie go. Ze szczepienia skorzystalo
okolo 300 osob.
Szczepienia
przeciw grypie dr B. Orawiec prowadzi na poludniowej stronie miasta od 8 lat, a
na pólnocy od 5 lat. Od kilku lat wspólpracuje z Zrzeszeniem
Polsko-Amerykanskim. Dr Orawiec jest pomyslodawca tej szlachetnej i cennej
dla zdrowia Polonii inicjatywy. W slad za tym poszlo kilka innych
oragnizacji. Za swoja dzialalnosc
spoleczna na rzecz Polonii i Podhalan dr Orawiec zostal odznaczony Krzyzem Kawalerskim
Orderu Zaslugi RP.
Problem prywatyzacji (czesci) sluzby
zdrowia jest oczywiscie istotna sprawa w procesie naprawy jej funkcjonowania.
Mieszkajac w kraju raczej o kapitalistycznej sluzbie zdrowia (Niemcy),
obserwuje rozne ciekawostki. Np. u prywatnie ubezpieczonych pacjentow (czyli
tych, gdzie kazdy zabieg, kazda injekcja itp.sa specjalnie wynagradzane -
ok. 7% spoleczenstwa zwykle z grona najlepiej zarabiajacych
prywatnych przedsiebiorcow, urzednikow panstwowych, nauczycieli itp.) tak
mozna resekowac tylko "szczyt" prostaty, a nie jej calosc - by
pacjent przez ok. roku dobrze sikal – a pozniej
wracal na oddzial bo mu ... "odroslo", jak tlumaczy mu pewien profesor.
Oczywiscie, nawroty sie zdarzaja, tylko ze wspolpracownicy profesora ten
sposob resekcji sledzili sonograficznie ... Dobry, prywatny pacjent - wraca,
czyli wracaja kolejne pieniazki. No i ci pacjenci, stanowiacy jakies 7%
oddzialu - przy przyjeciu i opuszczeniu oddzialu - niezaleznie od diagnozy -
musza miec np. zrobione sono rektalne (dosc dla nich nieprzyjemne, choc faktycznie
dobra sprawa - tylko czemu wszyscy dwukrotnie niezaleznie od diagnozy) oraz
urografie ze zdjeciami tomograficznymi nerek. Tylko oni, bo normali kasowi nie.
Gdyby biedny asystent u prywatnego tego zapomnial, szef mu pokaze ...
A kupowanie lekarzy przez firmy farmaceutyczne ? Wszyscy (lekarze z praktykami)
wiedza, ktora klinika jakie leki zapisuje. Z
niektorych, np.kardiologii kazdy pacjent wychodzi z danym lekiem na nadcisnienie,
wiadomo jakiej firmy, choc sa i tansze odpowiedniki. Zawsze wytlumacza, ze w
takiej i takiej pracy (sponsorowanej oczywiscie przez firme producenta leku)
byly takie i takie wyniki wskazujace, ze tylko ten lek daje szanse. A prace
napisal profesor taki i taki. Z
pewnej neurologii np. kazdy pacjent ja opuszczajacy otrzymuje lek Dusodril –
ktory wiadomo, ze raczej jest zbyteczny ...
Gdzie sie da, stawia sie diagnoze "podejrzenie zawalu pnia mozgu" -
co daje wiecej pieniedzy od kasy. A pacjent wpada w cala maszynke czynnosci -
podnoszacych koszty leczenia : sanatorium, drogie leki, niezdolnosc do pracy.
A czasem naprawde nic nie bylo - na 100%. I to obojetne, czy oddzial jest
prywatny czy panstwowy.
I choc tacy lekarze jak ja - czyli domowi – mowia o tym (dosc) glosno (tu i
owdzie), bo szlag nas trafia muszac to wszystko odstawiac, przestawiac -
jestesmy bezsilni.
Jest tez taki np. prywatnie dzialajacy kolega urolog z wlasna praktyka, ktory
kazdemu pacjentowi jaki sie pojawi przypina diagnoze "wzgledna
Hyperurikemia" po to, by chodzil do kontroli sono raz do roku minimum i
zapisywac lek allopurinol. Wiadomo w jakim celu.
Tak ze prywatyzacja wszystkiego nie uzdrowi. Wiele pomoc moze jednak zdrowa
konkurencja - czyli zniesienie
r e g l a m e n t a c j i .
Co powoduje zdrowa konkurencje. Ale na
to trzeba czasu i ... pieniedzy. A tych nie ma.
Sprawa jest jeszcze glebsza, chodzi generalnie o ogolny klimat w danym kraju
i spoleczenstwie: jest wszystko na sprzedaz czy nie, sa przekupni politycy i
inni decydenci czy nie, biora wszyscy czy nie biora, czuje sie jako lekarz
nalezycie dowartosciowany, wynagradzany i oceniany czy tez wszystko jest
skorumpowane, a decyduja kly piesci i pieniadze, ja zas stracilem juz
wystarczajaco duzo zycia na prace za marne grosze. Chodzi tez o media - na
ile sa niezalezne. No i tez o politykow - na ile wymyslaja akcje nagonkowo -
zaleznie od potrzeby chwili, bo przeciez proces "handlu skorami"
trwal od przynajmniej kilkunastu lat. Reasumujac: trzeba o problemie mowic,
przestepcow ukarac, sluzbe zdrowia reformowac i w miare mozliwosci prywatyzowac,
gospodarke kraju reformowac, pracowac nad moralnosia publiczna. Efekty jednak
przyjda dopiero za kilkadziesiat lat. Miedzy innymi dlatego, ze wczesniej musza
odejsc z zawodu i zycia publicznego pokolenia: politykow, lekarzy, salowych,
sanitariuszy, dziennikarzy - no i samych pacjentow - ktorzy nie wyobrazaja
sobie zycia innego, niz przez ostatnie kilkadziesiat lat.
Proces ten trzeba naturalnie konsekwentnie prowadzic, nie oczekujac jednak
cudow. Ci, ktorzy mimo tego braku szybkiej perspektywy poprawy konsekwentnie
pracuja nad tym problemem - maja moje najglebsze uznanie. I jak juz koniecznie
musza miec jednego wroga przed oczami, z ktorym chca
walczyc - to niech nim bedzie
r e g l a m e n t a c j a.
Jawna i ukryta. Bo jej zniesienie jest
warunkiem konieczynym wszelkich procesow naprawczych. Bez niej zas zadna
prywatyzacja i inne dzialania reformatorskie niczego zasadniczo nie
zmienia.
Pozdrawiam
Bogdan Milek
![]()
Dawna hierarchiczna struktura z drabina
mistrz-czeladnik zostala przez czas zmodyfikowana. W starej formie
nie istnieje.Tak jak juz nie mowi sie obecnie o "szkole" tego czy
innego mistrza slawnego internisty czy chirurga, o szkole
warszawskiej, lwowskiej , krakowskiej itp. Stalo sie to dlatego, ze zmienil sie
sposob uprawiania medycyny. Mistrz nie umie juz wszystkiego, musi delegowac
uprawienie dziedzin jego specjalnosci na wspolpracownikow itd itd.
Uprawianie medycyny stalo sie zadaniem teamu. Wybitny kardiolog nie
jest wybitnym diabetologiem chociaz obydwoje zaliczaja sie do
internistow. Lekarz rodzinny bedzie zarowno kardiologiem jak i diabetologiem w
praktyce, ale na pewne nie bedzie mogl posiadac w kazdej z tych dziedzin
takiej wiedzy jaka ma specjalista. Caly problem jawi sie juz nieco inaczej,
mniej poddanczo i feudalnie, jesli slowo mistrz zastapimy slowem nauczyciel, a
czeladnik slowem uczen.
Student medycyny, mlody lekarz duzo uczy sie sam, ale nie doszlo jeszcze do
tego, ze w szkole nauczanie z internetu zupelnie zastapilo nauczyciela jesli
chodzi o zawartosc nauczania jest to przeciez bez problemu mozliwe! Dla
mlodego adepta nauki czy zawodu postac nauczyciela, jego podejscie do
zawodu, jego sposob uprawiania poletka, w zasadzie – mozna by powiedziec
cala jego osobowosc maja kolosalne znaczenie. Jest przeciez psychologicznym
truizmem i zupelnie banalnym stwierdzeniem, ze w pewnym okresie zycia mlody
czlowiek szuka wzorcow postepowania i jest to na ogol osoba - albo z
kregu rodziny, albo gwiazda rock`a albo demagogiczny przywodca
polityczny, albo jakis inny prawdziwy lub urojony autorytet.
Dla studenta medycyny lub mlodego lekarza/ lekarki bedzie to osobowosc jego/jej
szefa /szefowej ( nikt nie zaczyna zawodu bez szefa , bez kogos kogo
mozna sie o cos zapytac, nawet przy najdalej posunietej samodzielnosci). Jesli
ma szczescie to trafi sie na dobrego, o ktorym powie sie pozniej to byl
moj nauczyciel, a jesli trafil na osobe wybitna uzyje sie slowa
mistrz. Albo tez trafi sie na drania lub zupelnie przecietna osobe. I co
wtedy? Nic - stracilo sie - nie
mialo sie mozliwosci obcowania z kims interesujacym. Stosunek
nauczyciela do studenta na uczelniach amerykanskich jest bardzo bliski i
wytwarza sie inna relacja miedzy uczniem, a mistrzem
(prawdziwy mistrz nie afiszuje sie swoim mistrzowstewem) anizeli na
naszym kochanym krajowym padole. Temat to za smutny aby go dalej rozwijac.
Wrazenia osobiste - wybralem moja dziedzine medycyny dlatego, ze dla mlodego
studenta postac pierwszego profesora byla intelektualnie fascynujaca.
Nauczylem sie u niego podejscia do zawodu, ciekawosci naukowej. Oczywiscie, ze
im bardziej doroslalem tym bardziej bylem
krytyczny. To normalne. Drugi
"mistrz" - byl wybitnie manualnie uzdolnionym chirurgiem, - nie bylo jeszcze wtedy dydaktycznych video, kursow takich czy innych. Trickow
chirurgicznych uczylem sie u niego przy stole operacyjnym. Trzeci nauczyciel
byl dyktatorem z niektorymi smiesznymi slabostkami. Byl osoba ktora
potrafila psychologicznie wykonczyc kogos kogo nie lubil , byl
czlowiekiem pelnym uprzedzen, ale z drugiej strony podatnym na argumenty
dyskutanta. Byl intelektualnie " slabszy" od pierwszego i
czysto " chirurgicznie "od drugiego, ale byl swietnym
organizatorem i zrecznym politykiem. Bylem juz "za stary", zeby
uwazac go za swojego "mistrza", gdyz zawodu nauczylem sie
wczesniej. W pewnym sensie uwazam go tez za nauczyciela.
Kiedys trzeba bylo siedziec na jednej Klinice ( w Polsce jest tak dalej ) u
jednego szefa, aby po latach dochrapac sie wyzszej pozycji pana adjunkta, potem
moze habilitacji, a potem czekania, zeby mistrza szlag i zeby
moc wskoczyc na jego krzeselko. Teraz ( przynajmniej w krajach
anglosaskich ) zmienia sie w czasie doszkalania miejsce pracy. W
Niemczech niezmiernie rzadko i to w zasadzie tylko w dyscyplinach
teoretycznych lub przedklinicznych, szefem zostaje dotychczasowy zastepca
szefa. Stanowisko kierownicze obsadzane jest przybyszem z zewnatrz , z innego
Uniwersytetu lub miasta czesto mlodszym od zasiedzialych pracownikow. Odswieza
to cale funkcjonmowanie kliniki lub oddzialu, chyba ze przychodzi jakas d...
wybrana pod naciskiem takiego czy innego politycznego lobby. Obecnie na szefa
kliniki lub oddzialu wybiera sie osoby z doswiadczeniem
ekonomiczno-menadzerskim.
Szefem zostalem w wieku 47 lat. Jest mi przyjemnie, ze mialem i mam klku
uczniow, ktorzy zajeli samodzielne stanowiska w Niemczech i w Anglii i
ktorych losami i kariera w jakis sposob pokierowalem dajac im dobre
podstawy. Jest mi przyjemnie, ze moj byly uczen w wieku 44 lat zostal
wybrany na kierownika jednej z najwiekszych kinik uniwersyteckich w mojej
specjalnosci w Niemczech, ze jak wiem z kontaktow z innymi osobami podkresla,
ze tego czy tamtego nauczyl sie u mnie. Ci mlodzi ludzie rozwijaja sie
oczywiscie sami, maja w czasie swojej kariery innych nauczycieli , ktorych
wplyw jest czasem o wiele wiekszy albo, u ktorych nauczyli sie wiecej.
Pozostaje jednak zawsze ten pierwszy nauczyciel, ten "
mistrz" od ktorego wiele moze zalezec, czesto "mistrz"
nie wybrany ale przypadkowy. Zastanowmy sie chwile jak wiele zalezy w naszych
karierach zawodowych od tego lutu szczescia spotkania lub nie
spotkania na poczatku swojej drogi zawodowej wlasciwego czlowieka.
Pozdrawiam sentymentalno-socjo-filozoficznie
Jan Zierski
W dniach 19-21 wrzesia 2002 odbedzie sie w Poznaniu VI Miedzynarodowy Kongres Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Szczególowe informacje zawierac beda strony internetowe: http://kongres2002.ptkardio.pl W dniach 31 maja- 2 czerwca 2002 odbedzie sie w Lodzi 65 Konferencja PTK polaczona z doroczna Konferencja Sekcji Echokardiografii.
Polish American Health
Association (PAHA) zaprasza na doroczny bal, który odbędzie się 20
kwietnia 2002 r. w Waszyngtonie. Dochód z balu będzie przeznaczony
na dofinansowanie pracowni komputerowej w Poznaniu, przeznaczonej dla dzieci i
młodzieży z wrodzonymi ubytkami kończyn górnych, wysokim uszkodzeniem rdzenia
kręgowego i innych niepełnosprawnych, którzy nie mogą pracować z normalną
klawiaturą. Sa to osoby w pełni sprawne umysłowo, które mogą w przyszłości stać
się samowystarczalnymi ludźmi, a nie odbiorcami głodowych zasiłków.
Bliższe informacje o balu: Iwona Kasior-Szerszeń (ikasior-szerszen@howard.edu).
W imieniu Komitetu Organizacyjnego
Miedzynarodowego Kongresu Studentow Medycyny i Mlodych Lekarzy w Poznaniu,
pragne przypomniec, ze pozostalo juz tylko kilka dni, by sie
zarejestrowac.Wszystkie informacje i formularz zgloszeniowy znajdziecie na www.am.poznan.pl/stn Termin rejestracji uplywa 15 marca, a zglaszania abstraktow 13 kwietnia.
Sam Kongres zaczyna sie juz 19 maja.Na dzien dzisiejszy mamy juz prawie 200
zgloszonych uczestnikow z 11 krajow, wiec czyz nie byloby milo do nich
dolaczyc?
Wszelkie pytania mozecie kierowac na stn@wco.pl
Andrzej Dmitriew
Studenckie Towarzystwo Naukowe
Akademia Medyczna Poznan
www.am.poznan.pl/stn
Aktualne adresy pocztowe wszystkich
organizacji zrzeszonych w Federacji (jak rowniez linki do odpowiednich stron
internetowych) znajduja sie na stronie
http://www.polmed.org/pl/members/